16 września 2008

Uśmiech na "do widzenia"

Mimo nie pójścia na egzamin mój dzień z cieknącym nosem minął bardzo intensywnie. Gdy swoje kroki skierowałam w stronę Gmachu Głównego PW wpierw postanowiłam załatwić sprawy administracyjno-finansowe. Pani Grażynka Wojewoda powitała mnie z uśmiechem na ustach. Dostała ode mnie zamówienie na tegoroczny Informator Pierwszoroczniaka. Pokręciła jednak nosem, bo jako reprezentant Politechniki na pewnym szczeblu nie mam w kompetencjach podpisywania tego typu pisemek. Tak więc będę musiała załatwić podpis Rektora Jakubiaka w tej sprawie. Następnie moja wędrówka po dziale administracji skierowała mnie na III piętro odnośnie jakiegoś nieodebranego stypendium. Aha :) Zaległe pieniążki za styczeń :D Do odebrania... dopiero w czwartek. Czekało się 8 miesięcy to można poczekać i dwa dni ;)
2-3 minuty i byłam w Biurze SSPW. Jak zwykle sporo ludzi, gwarno - nic się nie zmieniło. Kamil informuje o trzech sprawach do załatwienia - jakaś zaległa faktura za kadencji Karola, pani Krysia szuka mnie od wczoraj z rana i coś z jakimś wnioskiem, a dokładniej rozliczeniem. Fakturę opisałam, więc wybrałam się do p. Krysi. Wyszło, iż Rektor Krok skierował pisemko napisane przez Jarka z moim podpisem do Wieczorka odnośnie listów do szkół na KONIKa, a że występuje tam patronat JMR to pani Krysia się już zgubiła czyj patronat mamy. Moja odpowiedź była krótka - Prorektora Wieczorka jako osoby na której najbardziej nam zależy w związku z działalnością studencką oraz Rektora Kurnika ponieważ był on w zeszłym roku i nie mieliśmy innego wyjścia (nie ma jak szczerość). Uzasadnienie zostało przyjęte :)
Zdażyłam usiąść w biurze - telefon. Adam w sprawie rozliczenia. Poganiając go, bo musiałam w przeciągu 15 minut wyjść by zdążyć na kolejne spotkanie, poprawiliśmy.
O 13.20 byłam przed Empikiem na Marszałkowskiej. Krótka informacja dla Magdy i wjechałam na górę by przeczytać rozdział książki, którą miał mi pożyczyć Marian przed wyjazdem. 20 minut później wylądowałyśmy w Cafe Heaven. Plotki, pokaz zdjęć z mojego wyjazdu z Marianem, zdjęcia Magdy z Kanady (odrzyły wspomnienia sprzed 7 lat), plotki... I nie wiedzieć kiedy minęły prawie 4h :) Uwielbiam ludzi z Komisji Dydaktycznej :) Uważam się za szczęściarę, że mam taki zespół (podkreślam - zespół, nie grupę!). I proszę mnie nie podejrzewać, że piszę to pod nich! O nie! Po prostu większość takich ludzi to ze świecą szukać :)
Po spotkaniu z Magdą umówiona byłam z Kubą na placek ziemniaczany. Dojechałam dosłownie na umówioną godzinę spotkania - 17.30. Powtórka z plotek, pokaz zdjęć, a przy okazji kieliszek nalewki z pigwy i gorąca herbata z sokiem na mój cieknący nos :) Na kolacji, mimo namowy, nie zostałam, bo należało pędem wracać do domu na urodziny taty. Zaproszono mnie jednak na przyszły czwartek na wernisaż. Wstępnie się zgodziłam.
Wracając do domu doszłam do wniosku, że mimo moich małych kłopotów mam niewyobrażalne szczeście. Poznałam w swoim życiu wspaniałych ludzi, mam niezapomniane wspomnienia, których nie zamieniłaby na nic innego. To się nazywa uśmiech od losu :) Może na tak zwane dzisiejsze "do widzenia".

Brak komentarzy: