Zdałam sobie sprawę, że "zawsze jest właściwy czas na zrobienie tego co należy". Uporządkowałam :) Co? Rozpoczęło się banalnie - od pokoju, ale skończyło się na życiu. Ostatnio ktoś mi ciągle powtarza bym zajęła się sobą i nie zwracała uwagi na innych: "oni się o siebie sami wystarczająco dobrze troszczą". Już dosyć robiłam "coś" dla "kogoś", często dostając po tyłku, bo było to (może najczęściej niewielkim, ale zawsze) kosztem mnie. Będąc na swoim pierwszym roku Shczepan powiedział mi, że jeśli będę miała miękkie serce to muszę mieć twardy tyłek. Mimo samej świadomości ta lekcja nic mi wtedy nie dała. Wtedy też zastanawiałam się czy może nigdy nie da, bo to przecież kwestia postawy. Przyszedł jednak moment bym spojrzała z innej perspektywy. Czy to spowoduje, że się zmienię? Chyba nie do końca. Wpierw będę patrzyła na swoje potrzeby, a dopiero na resztę dookoła. To chyba nie tak duża różnica... Ludzie zawsze będą dla mnie ważni - w końcu dzięki nim przeżywa się te piękne i niezapomniane chwile. Postanowienie zatem jest (z obecnie dużą determinacją), pewien zakład również ;) a co do reszty to czas pokaże :)
"Nie trać czasu z kimś kto nie ma go, aby go spędzać z tobą"
"Nie trać czasu z kimś kto nie ma go, aby go spędzać z tobą"