29 września 2008

W gorącej wodzie kąpana

"Nudzę się" - zwrot, który padał z moich ust w dniu dzisiejszym chyba częściej niż "dzień dobry". Ktoś mi kiedyś powiedział, że inteligenty człowiek się nie nudzi, bo zawsze znajdzie sobie coś do roboty. Postanowiłam przyjrzeć się temu trochę dogłębniej i z tych obserwacji wynikło, iż nie chodzi o brak zadań, ale brak przyjemności z ich czerpania i chęci do wykonania.
Zastanowiłam się czy to co teraz robię mnie satysfakcjonuje? Odpowiedź niestety nie była twierdząca. Może to zmiana pogody, może zbliżająca się zima i wcześniejsze zachody słońca już nie tak spektakularne jak w okresie wakacji są przyczyną mojego przygnębienia, a może jednak nie w tym tkwi problem. Mam wrażenie, że przez ostatnie pół roku zmarnowałam sobie życie. Wybrałam nie tę dróżkę na skrzyżowaniu dróg. Z drugiej jednak strony mam niezapomniane wspomnienia, których wiele osób mogłoby mi pozazdrościć. Podniosły one moje niektóre kompetencje, wzbogaciły doświadczenie, a także pozwoliły spotkać świetnych ludzi z tą iskrą w oku.
Przyzwyczaiłam się do tego, że mój dzień jest zaplanowany od przysłowiowego "A" do "Z", a teraz za pewne tak bardzo się wycwaniłam, iż zajmuje mi to wszystko połowę czasu (jak nie mniej). Dlaczego "wycwaniłam"? Bo zadania rozdzielam wśród ludzi i w rezultacie zagubiłam to coś, co przywiodło mnie do SSPW. Nie czuję satysfakcji. No może kiedy przychodzi konkretny student i mam okazję obcować z żywym organizmem nieanonimowym. Czy zatem powinnam zacząć od początku? Od zwykłego członka WRS? Nie wiem czy umiem. Poza tym - zaprzepaściłabym ostatnie 3 lata działalności. Najlepiej byłoby więc zrezygnować. Nie, nie teraz - warto doprowadzić do końca to co się zaczęło, ale nie bawić się w to dalej.
Nie wykluczone, że właśnie moja podświadomość uznała tę tezę wcześniej niż rozum i dlatego postępuję ostatnio tak jak postępuję. Może wcale nie powinnam się pchać w jakiś związek, bo chyba chodzi tylko o zapełnienie sobie czasu czymś innym (w tym przypadku - kimś innym). Podobne zastosowanie ma chyba również pełnić rekrutacja do studenckich ekspertów PKA. Często niecierpliwie się, bo nie widzę efektów. Męczy mnie to. Postanowiłam coś jednak - szukam swojego miejsca na tym ziemskim padole...

28 września 2008

Refleksyjny tydzień

Wiem - zaniedbałam Was, ale mam nadzieję, iż mi to wybaczycie. Jak nie teraz to chociażby w najbliższej przyszłości ;) Przez ostatni tydzień nie miałam ani jakoś tak czasu ani inspiracji do pisania. Przeważyło chyba jednak przede wszystkim lenistwo ;P Codzienne opisywania dnia sprowadza się do prowadzenia dziennika, a nie wiem czy do końca o to mi chodziło. Chciałam raczej poprzez pisanie uporządkować swoje myśli, a dopóki nie ma potrzeby porządkowania - to nie miałam po co tu zaglądać.
Z tego tygodniowych spotkań mam kilka refleksji.
1. Prorektor ds. Studenckich jest jakby ulepiony z tej samej gliny co ja - uważa, iż nie ma rzeczy niemożliwych, a jego zapał jest równy mojemu na początku kadencji :)
2. Prorektor ds. Nauczania przyjdzie z pomocą każdemu, kto tylko się o to zwróci i podeprze się (jeśli się da) regulaminem lub uchwałą Senatu.
3. "Starzy" samorządowcy mają sentyment do tego co robili, często również wcielają w życie swe plany i lubią zabierać nieformalny głos w aktualnych dyskusjach SSPW.
4. Niektórzy się nie zmieniają i trzeba ich przycisnąć by nie odkładali czegoś na później (w końcu wstępny porządek w sali konferencyjnej i rozmowy odnośnie szkolenia).
5. Nowe miejsca na Senacie nie koniecznie oznaczają nowy sposób działalności Senatu (choć godzina zakończenia miała szansę być rekordowa).
6. W kuluarach można załatwić w przeciągu 15 minut więcej niż przez cały dzień latania w sprawach służbowych.
7. Mimo starań jest się osobą rozpoznawalną i ludzie mają do ciebie dystans.
8. Nie najlepszy przewodniczący potrafi się czasami zachować i uratować autorytet osoby za którą nie przepada, ale poprosiła o pomoc (spotkanie w sprawie Wydziału Inżynierii Produkcji i Wydziału Zarządzania).
9. Łatwo załatwia się sprawy dla innych (loginy do wifi dla studentów I roku WIM, zwroty za praktyki dla wszystkich studentów), gorzej jednak z tymi dla siebie (egzamin z Metalików).
10. Czasami nawet najlepsi zawodzą (nie pójście na Wernisaż :P).
11. Spotkania z przyjaciółmi relaksują :)
12. Trzeba dokładnie czytać przepisy by nie dodać 10x za dużo drożdży ;)
13. Sport to zdrowie i możliwość zapomnienia o trudach codzienności :)
14. Smsy nie zastąpią spotkania na żywo.
15. Ludzie są nieufni i sami do końca nie wiedzą czego chcą.
16. Łatwo jest zranić drugiego człowieka.
Pozostało mi tylko do wyjaśnienia czy wariacja i pójście na żywioł wychodzi człowiekowi na zdrowie oraz czy warto się szybko w coś angażować czy lepiej mieć do tego dystans.
Gdy znajdę na to odpowiedzi (przynajmniej na chwilę obecną, bo wiadomo że wszystko ma swoje zmienne i nie ma tutaj stałej doktryny) nie powstydzę się nimi z Wami podzielić :)

21 września 2008

Wariacja :)

Po praniu mózgu warto było trochę odpocząć i się rozerwać. Prawie całą sobotę spędziłam więc w przemiłym towarzystwie :) Początkowo załatwiło się sprawy służbowe najpilniejszej potrzeby (wiem - nie ma jak pracoholizm), następnie wymyśliło koncepcję gry dla kół naukowych i usiadło do biznesplanu. Ten ostatni element był nam ciągle przerywany, czy to przez wizytę gościa z zagubionymi soczewkami, lunch, herbatę, telefon, maile czy coś innego :) W rezultacie udało się zorientować, iż rynek związany z transferem technologii jest na prawdę bogaty i nasze doświadczenie na dzień dzisiejszy jest zbyt małe, aby szansa powodzenia była różna od zera. Wymyśliłyśmy jednak inną koncepcję, ale tego na razie nie zdradzę - musimy jednak zająć się poszukiwaniem kapitału ;)
Gdy do naszej zwariowanej dwójki dobiła trzecia (ciut zmęczona ze względu na odbywane 50km za Warszawą praktyki) zaczęło się na dobre :D Zapiekanka z dyni i por duszony na maśle były wstępem do krótkiej rozmowy z osobą zza oceanu (obiecałyśmy, że się nie upijemy), małego spotkania na szczycie (nieformalne spotkanie zarządu RKN), oglądania tysiąca zdjęć z wakacji (Iran, wyprawa pociągiem przez Niemcy, Francję i Szwajcarię, Barcelona, Mazury, Grunwald i coś tam chyba jeszcze było) przy dwóch bez- i jednej kofeinowej kawie z "potwora z Loch Ness" :) oraz konwersacji na 3 pary rąk na gadu-gadu przy pomocy rzutnika i 4 osób :D
Żeby było jasne - nawet kropla alkoholu nie była tego dnia przez nas spożyta. To się nazywa radość z życia :D Gorące pozdrowienia dla wariatek ;)

PS. To w przyszłym tygodniu powtórka?

19 września 2008

Generalne porządki

Często nie zastanawiamy się dlaczego coś się właśnie w ten sposób potoczyło. Boimy się ingerować w zmiany, bo... jeszcze będzie gorzej, a ludzie zepchną to na nas i zostaniemy oskarżeni o wszystkie niepowodzenia jeśli takie nastąpią. Czy potrzebnie? Codziennie w końcu podejmujemy jakieś ryzyko. Samo wstanie z łóżka i droga do łazienki może być niebezpieczna (rozlana woda, zwykłe poślizgnięcie), nie mówiąc już o wyjściu na ulicę.
Głównie ze względu na zmęczenie psychiczne postanowiłam wziąć swój los w swoje ręce. Ponad godzinne pisanie o swoich odczuciach, wahaniach, które pozwoliło mi się całkowicie otworzyć przed jedną osobą spowodowało, iż czułam się wolna i lekka jak ptak. Ciężar, który tkwił we mnie za pewne wynikający z braku 100% szczerości (jakkolwiek kłamstwa między nami nie było) uleciał za pomocą czarodziejskiej różdżki :)
Idąc dalej za ciosem, robienia generalnych porządków, zmieniliśmy Przewodniczącego WRS. Przykre to, ale nie wszyscy ludzie nadają się na konkretne stanowiska. Czy wychodzi to tylko z naszych predyspozycji? Z charakteru? Bo na pewno nie z chęci. Chcieć coś można, ale nie ma się tego od razu. Może zabrakło samozaparcia by doprowadzić swoje przyzwyczajenia do takich, które by nie kolidowały z prawidłowym prowadzeniem zespołu? Na to pytanie może chyba odpowiedzieć tylko ustępująca osoba nie będąca zbyt dobrze oceniona przez podległych mu ludzi. Mam nadzieję, iż w swoim życiu nie będę musiała zadawać sobie tego typu pytania...

Mętlik myśli

Człowiek ustawia sobie priorytety, ale życie potrafi je zburzyć delikatnym podmuchem wiatru. Jakiś czas temu podjęłam pewną decyzję, a że nie lubię być niekonsekwentna w swych działaniach pozostaje przy niej... na razie ;) Ustaliłam, co jest dla mnie ważne - może nie koniecznie dosłownie w tym momencie, ale co wiąże się z całym moim życiem i będzie miało na nie wpływ. A tu jakby była jakaś zmowa. Jedna osoba, druga, trzecia... po dziesięciu przestałam liczyć. Czy to fair? Dlaczego niektórzy tak bardzo chcą mnie odciągnąć od tej decyzji? Z drugiej strony - to może mi się wydaje, iż jest tak duży nacisk? W głębi serca kusi mnie aby spróbować, ale... Duże "ale"! Czy warto aż tak się poświęcać (bo chyba nikt mi nie wmówi, że to nie będzie poświęcenie?!)? Rozwój osobisty - pewnie też jakiś będzie, jednak nie wiele większy niż osiągnęłam obecnie (nie ma jak wysoka ocena samej siebie i brak samokrytyki ;P). Z drugiej strony - zastanówcie się ludzie czy jesteście pewni? Jeśli się zdecyduje i wygram to nie będzie, że boli. Będzie trzeba robić jak karzę, a trzymać będę solidną ręką, gdzie negocjacje będą trudne. To chyba tyle na dziś dzień. Przez Was mam tylko mętlik w głowie :(

Nie pisząc o co dokładnie chodzi, wiem, iż wszystko zrozumieliście :)

17 września 2008

Marnotrawienie czasu

Wczoraj wieczorem przeżyłam krótką pogadankę z mamą odnośnie dzisiejszego wyjścia, bo kobieta upierała się, iż mnie nie puści, gdyż mam grypę. Oświadczyłam smarkając w kolejną chusteczkę, iż jestem zupełnie zdrowa. I tak, dnia następnego, przyjechałam do Gmachu Głównego przed 12. Miałam przekazać Michałowi zamówienie na IP by w czasie spotkania z byłym Prorektorem dał mu pisemko do podpisu i przystawienia pieczątki. Niby nic trudnego, prawda? Wyszło jednak, iż został zaciągnięty na jakiś egzamin, spotkanie z RJ przesunął, ale zapomniał mnie o tym poinformować... Norma :] Wrrr...
Tak więc w oczekiwaniu na spotkanie z nowym Prorektorem ds. Studenckich załatwiłam kilka drobniejszych spraw (rozmowa odnośnie promocji dodatkowej oferty edukacyjnej Centrum Studiów Zaawansowanych, sfinansowanie strony www z praktykami dla studentów Szkoły, ankieta dla Magdy odnośnie działalności jej zespołu roboczego, lista adresów szkół do których mają iść listy dotyczące KONIKa, kontakt z przewodniczącymi WRS, którzy nie odebrali jeszcze Pierwszoroczniaka itp.). Gdy przyszedł Jarek obgadaliśmy na prędce ustalenia co do "Uniwersytetu Dzieci" oraz "Profesorowie Dzieciom", a także udało się dostarczyć wzór listu który ma pójść do liceów do pani Krysi.
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym niewypomniała pewnemu panu swojego zaniechania co do przepływu informacji jak tylko przyszedł - niby jego jeden z głównych postulatów na wyborach. Niech mnie ktoś kiedyś przytrzyma, bo mam wrażenie, że mu krzywdę w końcu zrobię! Wiecie czego nie lubię? Marnotrawienia czasu, ale nie wynikającego z własnego lenistwa, ale ludzkiej nieodpowiedzialności. Rozumiem, iż może komuś coś wypaść. Naprawdę. Wydaje mi się, iż często jestem bardzo tolerancyjna i wyrozumiała, ale pod jednym warunkiem - poinformowania. To właśnie brak informacji powoduje konflikty. Czasami wystarczy usiąść i napisać głupiego maila, 5-10 minut, a zaoszczędzi się 2 razy więcej czasu i uniknie nieprzyjemności. Nikt nie lubi dowiadywać się o interesujących cię sprawach od osoby trzeciej, a najgorsze jest jeśli taka wiadomość dociera do ciebie przez przypadek. Strzeżcie się tego!

Nocne rozmowy

Ludzie często sądzą, iż kogoś znają, ale nagle okazuje się że nie do końca. Zaskoczeniem jest dla nich, że było się np. laureatem ogólnopolskiego konkursu na opowiadanie i odbierało nagrody w Sejmie RP, drugą osobą najlepszą w LO z informatyki, najlepszą osobą w gimnazjum z chemii, o mało co było z chłopakiem, która odbywa wyrok za morderstwo, a wcześniej dzięki udzielonej przez ciebie pomocy skończył gimnazjum i na zakończenie wręczył ci kwiaty.
Można by jeszcze powymieniać, ale po co? Czy na tym właśnie polega znajomość drugiej osoby? Raczej nie. Są to epizody, które ma każdy z nas. Może nie dosłownie takie jak przytoczone powyżej, ale jednak. Za równo ja jak i Ty możemy poszczycić się pewnymi sukcesami, ale również mamy na koncie mniej chlubne porażki. Chodzi o to by wyciągać z tego wszystkiego wnioski.
Jeden, typowo materialny, przedstawiłam Koledze :) w czasie nocnych rozmów na gadu-gadu, który brzmiał mniej więcej tak: "Pieniądze nie są najważniejsze, bo są narzędziem do osiągnięcia marzeń, a nie celem samym w sobie. Dopóki jest ich wystarczająco by przeżyć to powinniśmy się cieszyć i jakby co - pracować jeszcze ciężej, ale nie po to by mieć więcej pieniędzy, ale po to by realizować swoje marzenia."
Zastanawiałam się również czy nieświadomość jest lepsza? Teraz pewnie powstały dwa pytania - od czego oraz w jakiej sprawie? Po pierwsze - od tak zwanej "świadomości", a po drugie - bez różnicy. Są ludzie, którym wygodniej czegoś nie wiedzieć, przymykają oczy na różne sprawy. Czyżby byli nieczuli na potrzeby innych? Niekoniecznie. Osobiście wolę ocenić sytuacje znając wszystkie okoliczności. Jest to jednak zdradliwe. Dlaczego? Bo nie umiem siedzieć bezczynnie, gdy coś mi się nie podoba. Ale czy zawsze? Niestety nie. Przyznaje się. Czasami jestem ogłupiona i bojąc się podjęcia złej decyzji wolę poczekać dopóki mogę. Tylko czy zawsze uda mi się wyczuć tę granicę z marnotrawieniem czasu? Mam nadzieję, że tak.
Uciekam ze swoją gorączką do łóżka życząc innym ciekawych spostrzeżeń z nocnych konwersacji...

16 września 2008

Uśmiech na "do widzenia"

Mimo nie pójścia na egzamin mój dzień z cieknącym nosem minął bardzo intensywnie. Gdy swoje kroki skierowałam w stronę Gmachu Głównego PW wpierw postanowiłam załatwić sprawy administracyjno-finansowe. Pani Grażynka Wojewoda powitała mnie z uśmiechem na ustach. Dostała ode mnie zamówienie na tegoroczny Informator Pierwszoroczniaka. Pokręciła jednak nosem, bo jako reprezentant Politechniki na pewnym szczeblu nie mam w kompetencjach podpisywania tego typu pisemek. Tak więc będę musiała załatwić podpis Rektora Jakubiaka w tej sprawie. Następnie moja wędrówka po dziale administracji skierowała mnie na III piętro odnośnie jakiegoś nieodebranego stypendium. Aha :) Zaległe pieniążki za styczeń :D Do odebrania... dopiero w czwartek. Czekało się 8 miesięcy to można poczekać i dwa dni ;)
2-3 minuty i byłam w Biurze SSPW. Jak zwykle sporo ludzi, gwarno - nic się nie zmieniło. Kamil informuje o trzech sprawach do załatwienia - jakaś zaległa faktura za kadencji Karola, pani Krysia szuka mnie od wczoraj z rana i coś z jakimś wnioskiem, a dokładniej rozliczeniem. Fakturę opisałam, więc wybrałam się do p. Krysi. Wyszło, iż Rektor Krok skierował pisemko napisane przez Jarka z moim podpisem do Wieczorka odnośnie listów do szkół na KONIKa, a że występuje tam patronat JMR to pani Krysia się już zgubiła czyj patronat mamy. Moja odpowiedź była krótka - Prorektora Wieczorka jako osoby na której najbardziej nam zależy w związku z działalnością studencką oraz Rektora Kurnika ponieważ był on w zeszłym roku i nie mieliśmy innego wyjścia (nie ma jak szczerość). Uzasadnienie zostało przyjęte :)
Zdażyłam usiąść w biurze - telefon. Adam w sprawie rozliczenia. Poganiając go, bo musiałam w przeciągu 15 minut wyjść by zdążyć na kolejne spotkanie, poprawiliśmy.
O 13.20 byłam przed Empikiem na Marszałkowskiej. Krótka informacja dla Magdy i wjechałam na górę by przeczytać rozdział książki, którą miał mi pożyczyć Marian przed wyjazdem. 20 minut później wylądowałyśmy w Cafe Heaven. Plotki, pokaz zdjęć z mojego wyjazdu z Marianem, zdjęcia Magdy z Kanady (odrzyły wspomnienia sprzed 7 lat), plotki... I nie wiedzieć kiedy minęły prawie 4h :) Uwielbiam ludzi z Komisji Dydaktycznej :) Uważam się za szczęściarę, że mam taki zespół (podkreślam - zespół, nie grupę!). I proszę mnie nie podejrzewać, że piszę to pod nich! O nie! Po prostu większość takich ludzi to ze świecą szukać :)
Po spotkaniu z Magdą umówiona byłam z Kubą na placek ziemniaczany. Dojechałam dosłownie na umówioną godzinę spotkania - 17.30. Powtórka z plotek, pokaz zdjęć, a przy okazji kieliszek nalewki z pigwy i gorąca herbata z sokiem na mój cieknący nos :) Na kolacji, mimo namowy, nie zostałam, bo należało pędem wracać do domu na urodziny taty. Zaproszono mnie jednak na przyszły czwartek na wernisaż. Wstępnie się zgodziłam.
Wracając do domu doszłam do wniosku, że mimo moich małych kłopotów mam niewyobrażalne szczeście. Poznałam w swoim życiu wspaniałych ludzi, mam niezapomniane wspomnienia, których nie zamieniłaby na nic innego. To się nazywa uśmiech od losu :) Może na tak zwane dzisiejsze "do widzenia".

Niekonsekwentnie a może wręcz przeciwnie?

Wiecie co jest fatalne w byciu rozpoznawanym i znanym w konkretnym środowisku? To, że cokolwiek się robi jest to oceniane. A jak jeszcze samemu jest się surowym w ocenie to ma się problem podwójny. Na egzamin nie poszłam. Szczerze mówiąc nie po raz pierwszy mimo, iż się do niego uczyłam. Chore? Też tak sądzę. Mam blokadę psychiczną. Pocieszające, że nie tylko ja. Rozmawiałam ostatnio z Kornatem, osobą która w dużej mierze poznała mnie na wskroś, że ma podobnie. Będąc Senatorem Politechniki Warszawskiej, reprezentując ponad 30 000 studentów, czyli przeważającą część społeczeństwa akademickiego, czuje się, iż trzeba świecić przykładem, a ślizganie się między 2 a 3, czy nawet 3,5 w ocenach po prostu nie przystoi. Mam głupie wrażenie, iż od nas wymaga się więcej. No dobra - może nie wymaga, ale oczekuje. A ja nie umiem znieść myśli, że kogoś mogę zawieść. Nawet nie wiecie jak bardzo nie mogę się doczekać zdetronizowania do roli zwykłego szarego studenta, którym nawet nie wiem czy umiem być ;) Zagubiona? Na dzień dzisiejszy tak. Pociesza mnie jedno - zbliżający się nowy rok akademicki. Takie przełomowe wydarzenia często wiążą się z twardymi postanowieniami i jakby nie było - tym razem dołącze do tego grona. Dołączę do tej szarej masy...

15 września 2008

Kapiący nos

Uwielbiam takie sytuacje. Jakie? Będące paradoksem. Coś więcej? Mamy lato i temperaturę bliską zera na dworze. Niby środek września, a w Zakopanem dzisiaj spadł pierwszy śnieg. Kochane ocieplenie klimatu :] Jeszcze dwa dni temu latałam w zwykłym T-shircie a dzisiaj z nosa mi cieknie :( A do tego zero współczucia od świata. Mówisz, że się użalam nad sobą? Prawda :) Kiedyś trzeba ;) Nie żeby codziennie - to by było zbyt monotonne, a ja rutyny nie lubię. Przez to też zastanawiam się jak długo uda mi się spisywać tu swoje spostrzeżenia i zapisywać kartki w historii ludzkości. Gdybym miała się czepiać stwierdziłabym, że w Internecie nie ma "kartek", ale ból głowy mi na to dzisiaj nie pozwala. Na dodatek należałoby swój kapiący kinol wsadzić w notatki i książki dotyczące "wytrzymałości konstrukcji", ale się nie chce. Leń? Niestety tak. Do jutra mi raczej nie przejdzie, więc będzie trzeba liczyć na fart czy uśmiech od losu na zbliżającym się egzaminie. Mam pomysł co może mi pomóc - aromatyczna kąpiel, ciepłe łóżeczko, grube skarpety oraz słodka gorąca czekolada :) Warto chociażby spróbować - no to uciekam wprowadzić plan w życie.