19 października 2008

PSRP i PKA

Moje zdanie odnośnie Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej nie zmieniło się od pierwszej wizyty w Kościelisku na Krajowej Konferencji (czyli od dwóch lat). W większości banda darmozjazdów, która przyjechała się uchlać za publiczne pieniądze i zaplanować sobie przyszłość polityczną. Smutne, ale prawdziwe... Całe szczęście wszędzie są chlubne wyjątki :)
Dzisiaj zdałam sobie sprawę, iż niechcący dołączyłam do grona ludzi z PSRP stając się ekspertem studenckim przy PKA (swoje sprawozdania będę podpisywać jako przedstawiciel studencki z ramienia PSRP). Nawet nie wiecie jak trudno to przechodzi przez gardło!? Całe szczeście pisanie idzie ciut łatwiej... Nie zmienia to faktu, że będąc (tak - niech Wam będzie, że się wywyższam) w tak prestiżowym organie jak Państwowa Komisja Akredytacyjna (wg środowisk europejskich nasza naprawdę dobrze prosperuje i uzyskuje bardzo wysokie wyniki w ocenach) zostanę postawiona tak blisko z nielubianego przeze mnie PSRP (który aktualnie ma dla mnie porównywalną wartość jak obecny Parlament Studentów PW). Nie muszę chyba tłumaczyć co to znaczy ;)
Kilka refleksji ze szkolenia... Wydawało mi się, że będzie to ciut inaczej wyglądać. Dobrze wiecie, że lubię pracę z ludźmi i to w dużej mierze motywowało mnie do składania aplikacji (z drugiej było - przyznaje się niechlubnie - wpis do CV). Szkolenie nie było zachwycające. Oczywiście starałam się rozluźnić atmosferę, co w dużej mierze się udało (z początkowej prezentacji na stojąco przy przedstawianiu się zaproponowałam tryb siedzący i mniej oficjalny), ale moje początkowe pogawędki z Kornatem sprawiły, iż podpadłam Maćkowi (prowadzącemu) i musiałam się przesiąść. Nie byłabym sobą, gdybym nie zapoznała się z nowymi sąsiadami i wtedy nastąpiły konwersacje z Sylwią i kolegą z Koszalina :) Nie mniej jednak szkolenie było bardzo nudne, oprócz elementu, w którym trenowaliśmy przykładowe spotkania ze studentami jako ekspert. Na swojej symulacji trafiłam do uczelni w psimiu dolnym na kierunek leśnictwa, gdzie specjalizacje dotyczyły rodzajów klocków drewna, studenci nie wiedzieli co to regulamin studiów, nie znali swoich praw, a komputery sami montowali pomimo wcześniejszych plakatów promujących uczelnie i dobrze zaopatrzone sale komputerowe. Dobra - raczej nie oddam obrazu sytuacji, ale ten element był przekomiczny (może dlatego, że już nam po woli odbijało).
Uświadomiłam sobie jednak, że wizytacja jest bardzo ważna, a na dodatek niezwykle poważna. Każdy Twój krok obserwują ludzie starając się czasami ciebie przekupić, innym razem wyciągnąć informacje, a wszystko jest oceniane i świadczy o PKA. Taka opinia to nie przelewki. Od raportu zależy czy przypadkiem kierunek nie zostanie zamknięty oraz czy uda się podnieść jakość kształcenia na danej uczelni (całe szczęście nie zależy to tylko od eksperta studenckiego).
W co ja się znowu wpakowałam?! ;)

18 października 2008

Luki czasowe

Rozpoczynając tego posta miałam na prawdę duży problem z tytułem... Brak systematyczności (a może dokładniej cotygodniowa systematyczność) w zamieszczaniu postów na blogu powoduje, iż nie wiem do czego mam się odnieść.
Chyba ostatnią rzeczą jaka mnie męczy jest brak wolnego czasu albo przynajmniej bardzo mała jego ilość, która powoduje prawie 24h zmęczenie (chociaż sypiam, a dokładniej staram się sypiać więcej niż 6h dziennie). Plan zajęć mam tak skonstruowany, że prawie codziennie kończę zajęcia o 17.00 (wyjątkiem jest co drugi wtorek, który mam wolny). Niby sama tak chciałam - nie ma jak robienie 44 pkt ECTS w semestrze, a do tego działalność w SSPW na arenie uczelnianej. Zaczyna mnie to jednak mocno męczyć. Wczoraj na dodatek wpakowałam się w kolejną inicjatywę... No może dokładniej pod koniec wakacji przesyłając formularz zgłoszeniowy, a wczoraj zdając test (z II najlepszym wynikiem :D) i teraz odbywam weekendowe szkolenie. Od poniedziałku jednak będę mogła się zwać ekspertem studenckim przy Państwowej Komisji Akredytacyjnej ;P Chciałam sobie tym wypełnić czas wolny, który ma być efektem zakończenia mojej działalności od stycznia w samorządzie, ale... To co zaraz przeczytacie będzie piękne :] Moja podświadomość mi na to nie pozwala - tak przynajmniej twierdzi kilka osób, które słyszały o pewnym występku. Otóż, w czwartek niechcący zgłosiłam się w systemie elektornicznym do wyborów WRS w zbliżającej się kadencji. Naprawdę nie miałam takiego zamiaru! Chociaż nie - nie będę się tłumaczyć ;) Nie mniej jednak nie chcą mi teraz tego skasować w systemie :(
Pomimo zapracowania coraz częściej udaje mi się gdzieś wybrać z przyjaciółmi :) Chyba te luki czasowe pozwalają mi lepiej zaplanować dzień, a może to kwestia priorytetów?

12 października 2008

Czarny tydzień

Studia się zaczęły... Śmiem nawet twierdzić, iż ruszyły pełną parą. Przez co mój czas wolny został wyraźnie ograniczony. Jest to również efektem coraz mniejszej mojej aktywności na blogu. Liczę zatem na wyrozumiałość z Waszej strony.
Czarna seria rozpoczęła się chyba od feralnego wtorku, gdzie zwątpiłam już zupełnie w brać parlamentarzystów SSPW. Dwa absolutoria dla dosłownie największych nierobów, którzy mieli zaszczyt uczestniczyć w pracach Kolegium wyprowadziły mnie z równowagi. Przez dłuższy czas zastanawiałam się nad sensem tej działalności. Kiedyś zostanie Senatorem Studenckim było wyróżnieniem, uplasowało ludzi trochę wyżej w hierarchii, a teraz jest raczej grą polityczną i typową matematyką dla pierwszoklasisty. W skrócie - żenada :(
By tego było mało, nie tylko obce osoby zawodzą, ale nawet te, które wydawały się być w porządku. Rozmowy za plecami, które mają stworzyć "nową władzę" i przez to zniechęcanie mi ludzi w Komisji potraktowałam osobiście. Ktoś stwarza sobie nowy układ, ogłaszając, że będzie lepiej gdy zostanie przewodniczącym, a teraz nawet słowem się nie odezwie, co jest nie tak w obecnej działalności. Dlaczego? Aby sobie relacji nie popsuć, nie wpaść z kimś w konflikt? Smutne... To jak osoba, która już teraz nie potrafi się postawić przed osobą niby na równi później powie "nie" Rektorowi czy Kanclerzowi? Jak dla mnie - mało wykonalne, ale może zostanę pozytywnie zaskoczona?
Ludzką rzeczą jest nawalić, ale chyba boską przyznać się do tego i wyciągnąć wnioski. Nikt nie jest idealny, więc warto prosić o pomoc. Czasem na przekór wszystkiego należy zebrać zespół, szczerze wyznać żale i opisać stan faktyczny, nie po to by zrobić z siebie męczennika, ale po to by coś naprawić, a może nawet zyskać w oczach innych? ;) Jeśli innym zależy - pomogą. Naprawdę. Pozostało mi zatem wysłanie 150 zaproszeń na KONIKa w dniu jutrzejszym...
Ambicja jest rzeczą zgubną. Lubimy się wykazać - taka jest natura człowieka. Każdy lubi być chwalony, ale wiadomo, że nikt bez przyczyny tego nie robi. A szkoda ;) Należy jednak brać na siebie tyle, ile jest się w stanie unieść. Jeśli ktoś chce nas w czymś wyręczyć - nie zabraniajmy. Może właśnie w jego oczach mamy za dużo na liście rzeczy na dzisiaj? A frustacja jest podwójna, gdy nam nie wyjdzie, a mieliśmy okazję oddać komuś drugiemu, kto zdążyłby z tym na czas albo posiada wyższe kwalifikacje do tego zadania.
Pozostaje w stanie refleksji...

5 października 2008

Grunt to zdecydowanie

Są rzeczy, które mnie drażnią, a następnie doprowadzają nawet do szewskiej pasji w drugim człowieku. Czy kiedyś staraliście się załatwić jakąś sprawę, dotarliście do osoby decyzyjnej a ta odkładała bez przerwy podjęcie decyzji?! Często nie ma dobrych i złych wyborów - są tylko te, które mogą lub nie wpłynąć na nasze życie. Takie dylematy dotyczące finansów, projektów można śmiało przenieść również na inne podłoże - uczuć.
Przenieśmy się zatem w świat związków. Ludzie się spotykają, rozmawiają ze sobą, umawiają i niebo zaczyna im schodzić z góry na ziemię (co potem jest - zależy tylko od nich). Chyba nikt nie zaprzeczy. Ale co powoduje, iż się pierwszy raz umówili? A następnie, że są ze sobą? Nie zawsze jest jak w romantycznym filmie, że występuje zakochanie od pierwszego wejrzenia albo po wielu trudach ludzie zaczynają rozumieć, iż zależy im obojgu sobie nawzajem. Musi być ta iskra. A skąd wiadomo, że się ona pojawiła? Delikwent (nie ważne czy chłopak czy dziewczyna) zaczyna częściej myśleć o tej drugiej osobie, w jakiś sposób się z nią kontaktuje (czy to poprzez rozmowę przez komunikatory internetowe, smsy, telefon, przypadkowe spotkania). Dzięki temu poznaje drugą osobę, a co potem? Następnie trzeba podjąć decyzję, czy chcemy się w coś zaangażować, czy też nie. Nie wiemy dalej wszystkiego o tej drugiej połówce, ale jeśli nie przejdziemy na wyższy stopień wtajemniczenia, to ten pierwszy - albo spadnie do zwykłej znajomości albo po czasie się zmęczymy i znudzimy, co będzie skutkować brakiem chęci na rozwijanie czegoś więcej. W rezultacie zrobimy błędne koło.
Czyżbyśmy tutaj również musieli podejmować zdecydowane ruchy? Świat jest aktualnie tak zbudowany, że chyba tak. Nikt nie lubi być trzymany w niepewności czy to w sprawach służbowych czy to uczuciowych, które chyba jednak są nam bliższe i bardziej odbijają się na życiu prywatnym.

2 października 2008

Tego mi brakowało

Wczoraj pomimo utrudnionej wersji wejścia do Gmachu Głównego spowodowanej przybyciem ludzika od kradzieży księżyca Inauguracja Roku Akademickiego 2008/2009 przebiegał dosyć spokojnie. Niestety polityka i to ta w nie najlepszym wydaniu przewijała się nawet do wykładu prof. Domańskiego. Wykorzystując dobroć Rektora uzyskałam podwózkę pod swój Wydział, gdzie miałam zaszczyt (i nie piszę tego z ironią) wręczać nagrody "Złota Kreda" dla najlepszych nauczycieli akademickich za ostatni rok. Chciałam jeszcze pójść na trzecią inaugurację - Szkoły Zaawansowanych Technologii Chemicznych i Materiałowych, ale zmęczenie i głód dał mi we znaki. Tak wylądowałam najpierw z Kają na chińczyku, później znowu w Gmachu, by wieczorem pojechać na kręgle :)
Wstać dzisiaj było ciężko, nie tylko dlatego, że dnia poprzedniego później się wróciło z jakimiś promilami we krwi, ale człowiek się od tego odzwyczaił, a plan niemiłosiernie pokazuje codziennie godzinę 8.15 :( Niemniej brakowało mi tego :D Poczułam się znowu jak prawdziwy student i nawet 2h wykład po godzinie 15.15, który prawie u wszystkich powodował walkę z dodatkowymi kilogramami na powiekach u mnie wzbudził zainteresowanie :) Stęskniłam się za tym :) A w przyszłym tygodniu czeka mnie już jedna wejściówka i kolokwium umożliwiające wejście na grupę laborek z korozji - może to głupie, ale nie mogę się doczekać :D Oby zapału starczyło do końca semestru ;)