Po praniu mózgu warto było trochę odpocząć i się rozerwać. Prawie całą sobotę spędziłam więc w przemiłym towarzystwie :) Początkowo załatwiło się sprawy służbowe najpilniejszej potrzeby (wiem - nie ma jak pracoholizm), następnie wymyśliło koncepcję gry dla kół naukowych i usiadło do biznesplanu. Ten ostatni element był nam ciągle przerywany, czy to przez wizytę gościa z zagubionymi soczewkami, lunch, herbatę, telefon, maile czy coś innego :) W rezultacie udało się zorientować, iż rynek związany z transferem technologii jest na prawdę bogaty i nasze doświadczenie na dzień dzisiejszy jest zbyt małe, aby szansa powodzenia była różna od zera. Wymyśliłyśmy jednak inną koncepcję, ale tego na razie nie zdradzę - musimy jednak zająć się poszukiwaniem kapitału ;)
Gdy do naszej zwariowanej dwójki dobiła trzecia (ciut zmęczona ze względu na odbywane 50km za Warszawą praktyki) zaczęło się na dobre :D Zapiekanka z dyni i por duszony na maśle były wstępem do krótkiej rozmowy z osobą zza oceanu (obiecałyśmy, że się nie upijemy), małego spotkania na szczycie (nieformalne spotkanie zarządu RKN), oglądania tysiąca zdjęć z wakacji (Iran, wyprawa pociągiem przez Niemcy, Francję i Szwajcarię, Barcelona, Mazury, Grunwald i coś tam chyba jeszcze było) przy dwóch bez- i jednej kofeinowej kawie z "potwora z Loch Ness" :) oraz konwersacji na 3 pary rąk na gadu-gadu przy pomocy rzutnika i 4 osób :D
Żeby było jasne - nawet kropla alkoholu nie była tego dnia przez nas spożyta. To się nazywa radość z życia :D Gorące pozdrowienia dla wariatek ;)
PS. To w przyszłym tygodniu powtórka?
Gdy do naszej zwariowanej dwójki dobiła trzecia (ciut zmęczona ze względu na odbywane 50km za Warszawą praktyki) zaczęło się na dobre :D Zapiekanka z dyni i por duszony na maśle były wstępem do krótkiej rozmowy z osobą zza oceanu (obiecałyśmy, że się nie upijemy), małego spotkania na szczycie (nieformalne spotkanie zarządu RKN), oglądania tysiąca zdjęć z wakacji (Iran, wyprawa pociągiem przez Niemcy, Francję i Szwajcarię, Barcelona, Mazury, Grunwald i coś tam chyba jeszcze było) przy dwóch bez- i jednej kofeinowej kawie z "potwora z Loch Ness" :) oraz konwersacji na 3 pary rąk na gadu-gadu przy pomocy rzutnika i 4 osób :D
Żeby było jasne - nawet kropla alkoholu nie była tego dnia przez nas spożyta. To się nazywa radość z życia :D Gorące pozdrowienia dla wariatek ;)
PS. To w przyszłym tygodniu powtórka?
1 komentarz:
Jedna z wariatek pozdrawia zwrotnie i obiecuje solennie, ze przy najbliższej okazji powtóka z rozrywki:):):) - bo życie jest jedno, jesteśmy młode i piękne i trzeba z niego korzystać...a w ogóle to po co komu alkohol...same sobie wytwarzamy adrenalinę i endorfinki!!!! A co!
Co do koncepcji, to jest zmyślna i ma większą szansę powodzneia...ale tzreba w to włożyć jeszcze mnóstwo czasu, energii i pracy:) Ale co to dla nas - ambitnych młodych ludzi z pomysłem na życie :D:D
Prześlij komentarz