Często nie zastanawiamy się dlaczego coś się właśnie w ten sposób potoczyło. Boimy się ingerować w zmiany, bo... jeszcze będzie gorzej, a ludzie zepchną to na nas i zostaniemy oskarżeni o wszystkie niepowodzenia jeśli takie nastąpią. Czy potrzebnie? Codziennie w końcu podejmujemy jakieś ryzyko. Samo wstanie z łóżka i droga do łazienki może być niebezpieczna (rozlana woda, zwykłe poślizgnięcie), nie mówiąc już o wyjściu na ulicę.
Głównie ze względu na zmęczenie psychiczne postanowiłam wziąć swój los w swoje ręce. Ponad godzinne pisanie o swoich odczuciach, wahaniach, które pozwoliło mi się całkowicie otworzyć przed jedną osobą spowodowało, iż czułam się wolna i lekka jak ptak. Ciężar, który tkwił we mnie za pewne wynikający z braku 100% szczerości (jakkolwiek kłamstwa między nami nie było) uleciał za pomocą czarodziejskiej różdżki :)
Idąc dalej za ciosem, robienia generalnych porządków, zmieniliśmy Przewodniczącego WRS. Przykre to, ale nie wszyscy ludzie nadają się na konkretne stanowiska. Czy wychodzi to tylko z naszych predyspozycji? Z charakteru? Bo na pewno nie z chęci. Chcieć coś można, ale nie ma się tego od razu. Może zabrakło samozaparcia by doprowadzić swoje przyzwyczajenia do takich, które by nie kolidowały z prawidłowym prowadzeniem zespołu? Na to pytanie może chyba odpowiedzieć tylko ustępująca osoba nie będąca zbyt dobrze oceniona przez podległych mu ludzi. Mam nadzieję, iż w swoim życiu nie będę musiała zadawać sobie tego typu pytania...
Głównie ze względu na zmęczenie psychiczne postanowiłam wziąć swój los w swoje ręce. Ponad godzinne pisanie o swoich odczuciach, wahaniach, które pozwoliło mi się całkowicie otworzyć przed jedną osobą spowodowało, iż czułam się wolna i lekka jak ptak. Ciężar, który tkwił we mnie za pewne wynikający z braku 100% szczerości (jakkolwiek kłamstwa między nami nie było) uleciał za pomocą czarodziejskiej różdżki :)
Idąc dalej za ciosem, robienia generalnych porządków, zmieniliśmy Przewodniczącego WRS. Przykre to, ale nie wszyscy ludzie nadają się na konkretne stanowiska. Czy wychodzi to tylko z naszych predyspozycji? Z charakteru? Bo na pewno nie z chęci. Chcieć coś można, ale nie ma się tego od razu. Może zabrakło samozaparcia by doprowadzić swoje przyzwyczajenia do takich, które by nie kolidowały z prawidłowym prowadzeniem zespołu? Na to pytanie może chyba odpowiedzieć tylko ustępująca osoba nie będąca zbyt dobrze oceniona przez podległych mu ludzi. Mam nadzieję, iż w swoim życiu nie będę musiała zadawać sobie tego typu pytania...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz