Każdy ma etap na swojej drodze życia, iż dochodzi do rozdroża. Jedni bez wahania wybierają konkretną ścieżkę, a inni albo się zastanawiają albo starają się sprawdzić każdą z nich. Często przypomina to grę w podchody. Idzie się 100-200 metrów wgłąb i zawraca jeśli nie odnajdzie się kolejnych znaków, a w tym przypadku nie widzi się efektów działań czy chociażby tego celu na horyzoncie. Oczywiście nie jest to możliwe za każdym razem w 100% i zawsze podejmuje się ryzyko. "Grupa uciekająca" bywa sprytna/cwana/złośliwa (do wyboru) i potrafi kamuflować "drogowskazy". Pocieszające jest to, że nawet jeśli zbłądzimy to możemy powrócić na kiedyś obrany szlak. Wszystko zależy od nas samych...
Wybierając sobie cele nie zawsze myślimy o przeszkodach z jakimi będzie nam dane się zmierzyć. Mimo wszystko bierzemy na nie poprawkę, ale jak przychodzi co do czego - okazują się większe lub (dla szczęściarzy) mniejsze od przewidywanych. Wkraczamy więc w pojęcie "planowania". Nieodłącznym jego elementem jest czas. Kiedyś uważałam, że tragedią jest pozostanie po raz drugi w tej samej klasie. Żal mi było moich znajomych, którzy już w podstawówce musieli ugruntowywać sobie wiedzę nie z własnego wyboru, ale z przymusu. Czy dużo się zmieniło? Dalej uważam, iż brak rozwoju jest marnowaniem czasu. Pytanie jednak brzmi - co oznacza rozwój? Czy jest to tylko podstawowa wiedza, którą przyswajamy (mam chociażby taką nadzieję patrząc na kolegów i koleżanki z grupy na roku, którzy prześcigają się w pomysłach na ściąganie) przez lata od przedszkola do uczelni wyższej? Czy może coś więcej?
Zdarza się, jak już wspomniałam, zbłądzić z wytyczonego celu. Nie tylko przez "przeszkody", ale również przez wzgląd na różnego rodzaju "ścieżki". Często są one świadomym wyborem i wiążą się z konsekwencjami. Każdy je ponosi - te pozytywne i negatywne - w zależności od swoich działań. Bywają dni, gdy wynik "akcji-reakcji" nas przerasta. Wtedy z pomocą przychodzą nam przyjaciele. Nie muszą pytać, znać szczegółów - wystarczy, że są i od czasu do czasu przypomną nam główny cel. Dziękuję...
Wybierając sobie cele nie zawsze myślimy o przeszkodach z jakimi będzie nam dane się zmierzyć. Mimo wszystko bierzemy na nie poprawkę, ale jak przychodzi co do czego - okazują się większe lub (dla szczęściarzy) mniejsze od przewidywanych. Wkraczamy więc w pojęcie "planowania". Nieodłącznym jego elementem jest czas. Kiedyś uważałam, że tragedią jest pozostanie po raz drugi w tej samej klasie. Żal mi było moich znajomych, którzy już w podstawówce musieli ugruntowywać sobie wiedzę nie z własnego wyboru, ale z przymusu. Czy dużo się zmieniło? Dalej uważam, iż brak rozwoju jest marnowaniem czasu. Pytanie jednak brzmi - co oznacza rozwój? Czy jest to tylko podstawowa wiedza, którą przyswajamy (mam chociażby taką nadzieję patrząc na kolegów i koleżanki z grupy na roku, którzy prześcigają się w pomysłach na ściąganie) przez lata od przedszkola do uczelni wyższej? Czy może coś więcej?
Zdarza się, jak już wspomniałam, zbłądzić z wytyczonego celu. Nie tylko przez "przeszkody", ale również przez wzgląd na różnego rodzaju "ścieżki". Często są one świadomym wyborem i wiążą się z konsekwencjami. Każdy je ponosi - te pozytywne i negatywne - w zależności od swoich działań. Bywają dni, gdy wynik "akcji-reakcji" nas przerasta. Wtedy z pomocą przychodzą nam przyjaciele. Nie muszą pytać, znać szczegółów - wystarczy, że są i od czasu do czasu przypomną nam główny cel. Dziękuję...
1 komentarz:
W życiu często jest tak, że zmierzając do naszego celu coraz bardziej się rozwijamy, stajemy się specjalistami, budujemy swój autorytet. Na drodze tej jest mnóstwo kamieni, kłód i dziur na które musimy uważać i które nas straszą. Jest jeszcze coś, co zauważyłaś, a o czym wiele osób nie wie. Idąc w górę naszego "drzewa rozwoju" z czasem zaczyna pojawiać się coraz więcej gałęzi "szans", które co prawda są ogromną szansą na rozwój, ale w innym kierunku. Pojawiają się osoby, które zachęcają nas, gratulują nam szansy, zachęcają. To są właśnie te trudne momenty, do których ludzie walczący z "kłodami" nie są przyzwyczajeni i im ulegają tracąc swój cel z pola widzenia i dopiero po jakimś czasie orientują się, że na tyle zeszli ze swojej ścieżki, że nie są w stanie na nią powrócić. Im rozsądniej i trafniej będzie podejmowało się decyzje dojścia do swojego celu, tym te zachęty "zejścia" ze swojej ścieżki będą silniejsze i łatwiej będzie można nas nimi "przekupić". To dlatego czasem działacze z kół przechodzą do kolegium senatorów, bo "to większe wyróżnienie"; działacze studenccy idą pracować do P&G, "bo tam lepiej płacą i są bardziej doceniani". Często jest tak, że te osoby myślą, że im bardziej są doceniani, tym lepszą robotę wykonują dla świata. Błąd. Idąc przez życie kieruj się wyłącznie tym, co Ci serce podpowiada i wybieraj te ścieżki, które myślisz, że zaprowadzą Cię do Twojego celu nie patrząc na opinię innych ani zachęty. Stając się bardziej doświadczona kusisz do siebie osoby, które chciałby Ciebie wykorzystać w swoich działaniach, niekoniecznie zgodnych z tym, co mówi Twoje serce.
Prześlij komentarz