Studia się zaczęły... Śmiem nawet twierdzić, iż ruszyły pełną parą. Przez co mój czas wolny został wyraźnie ograniczony. Jest to również efektem coraz mniejszej mojej aktywności na blogu. Liczę zatem na wyrozumiałość z Waszej strony.
Czarna seria rozpoczęła się chyba od feralnego wtorku, gdzie zwątpiłam już zupełnie w brać parlamentarzystów SSPW. Dwa absolutoria dla dosłownie największych nierobów, którzy mieli zaszczyt uczestniczyć w pracach Kolegium wyprowadziły mnie z równowagi. Przez dłuższy czas zastanawiałam się nad sensem tej działalności. Kiedyś zostanie Senatorem Studenckim było wyróżnieniem, uplasowało ludzi trochę wyżej w hierarchii, a teraz jest raczej grą polityczną i typową matematyką dla pierwszoklasisty. W skrócie - żenada :(
By tego było mało, nie tylko obce osoby zawodzą, ale nawet te, które wydawały się być w porządku. Rozmowy za plecami, które mają stworzyć "nową władzę" i przez to zniechęcanie mi ludzi w Komisji potraktowałam osobiście. Ktoś stwarza sobie nowy układ, ogłaszając, że będzie lepiej gdy zostanie przewodniczącym, a teraz nawet słowem się nie odezwie, co jest nie tak w obecnej działalności. Dlaczego? Aby sobie relacji nie popsuć, nie wpaść z kimś w konflikt? Smutne... To jak osoba, która już teraz nie potrafi się postawić przed osobą niby na równi później powie "nie" Rektorowi czy Kanclerzowi? Jak dla mnie - mało wykonalne, ale może zostanę pozytywnie zaskoczona?
Ludzką rzeczą jest nawalić, ale chyba boską przyznać się do tego i wyciągnąć wnioski. Nikt nie jest idealny, więc warto prosić o pomoc. Czasem na przekór wszystkiego należy zebrać zespół, szczerze wyznać żale i opisać stan faktyczny, nie po to by zrobić z siebie męczennika, ale po to by coś naprawić, a może nawet zyskać w oczach innych? ;) Jeśli innym zależy - pomogą. Naprawdę. Pozostało mi zatem wysłanie 150 zaproszeń na KONIKa w dniu jutrzejszym...
Ambicja jest rzeczą zgubną. Lubimy się wykazać - taka jest natura człowieka. Każdy lubi być chwalony, ale wiadomo, że nikt bez przyczyny tego nie robi. A szkoda ;) Należy jednak brać na siebie tyle, ile jest się w stanie unieść. Jeśli ktoś chce nas w czymś wyręczyć - nie zabraniajmy. Może właśnie w jego oczach mamy za dużo na liście rzeczy na dzisiaj? A frustacja jest podwójna, gdy nam nie wyjdzie, a mieliśmy okazję oddać komuś drugiemu, kto zdążyłby z tym na czas albo posiada wyższe kwalifikacje do tego zadania.
Pozostaje w stanie refleksji...
Czarna seria rozpoczęła się chyba od feralnego wtorku, gdzie zwątpiłam już zupełnie w brać parlamentarzystów SSPW. Dwa absolutoria dla dosłownie największych nierobów, którzy mieli zaszczyt uczestniczyć w pracach Kolegium wyprowadziły mnie z równowagi. Przez dłuższy czas zastanawiałam się nad sensem tej działalności. Kiedyś zostanie Senatorem Studenckim było wyróżnieniem, uplasowało ludzi trochę wyżej w hierarchii, a teraz jest raczej grą polityczną i typową matematyką dla pierwszoklasisty. W skrócie - żenada :(
By tego było mało, nie tylko obce osoby zawodzą, ale nawet te, które wydawały się być w porządku. Rozmowy za plecami, które mają stworzyć "nową władzę" i przez to zniechęcanie mi ludzi w Komisji potraktowałam osobiście. Ktoś stwarza sobie nowy układ, ogłaszając, że będzie lepiej gdy zostanie przewodniczącym, a teraz nawet słowem się nie odezwie, co jest nie tak w obecnej działalności. Dlaczego? Aby sobie relacji nie popsuć, nie wpaść z kimś w konflikt? Smutne... To jak osoba, która już teraz nie potrafi się postawić przed osobą niby na równi później powie "nie" Rektorowi czy Kanclerzowi? Jak dla mnie - mało wykonalne, ale może zostanę pozytywnie zaskoczona?
Ludzką rzeczą jest nawalić, ale chyba boską przyznać się do tego i wyciągnąć wnioski. Nikt nie jest idealny, więc warto prosić o pomoc. Czasem na przekór wszystkiego należy zebrać zespół, szczerze wyznać żale i opisać stan faktyczny, nie po to by zrobić z siebie męczennika, ale po to by coś naprawić, a może nawet zyskać w oczach innych? ;) Jeśli innym zależy - pomogą. Naprawdę. Pozostało mi zatem wysłanie 150 zaproszeń na KONIKa w dniu jutrzejszym...
Ambicja jest rzeczą zgubną. Lubimy się wykazać - taka jest natura człowieka. Każdy lubi być chwalony, ale wiadomo, że nikt bez przyczyny tego nie robi. A szkoda ;) Należy jednak brać na siebie tyle, ile jest się w stanie unieść. Jeśli ktoś chce nas w czymś wyręczyć - nie zabraniajmy. Może właśnie w jego oczach mamy za dużo na liście rzeczy na dzisiaj? A frustacja jest podwójna, gdy nam nie wyjdzie, a mieliśmy okazję oddać komuś drugiemu, kto zdążyłby z tym na czas albo posiada wyższe kwalifikacje do tego zadania.
Pozostaje w stanie refleksji...
2 komentarze:
Wiesz Monika, dowiedziałaś się przez te parę lat, jak to jest, gdy ktoś nawala, jak to jest mieć w zespole kogoś nieodpowiedzialnego i niezmotywowanego i jak wiele od niego zależy. Na pewno w tym momencie chciałabyś zrobić z tym wszystkim porządek, rozgonić złe towarzystwo i wprowadzić swój poprawny i uczciwy porządek, bo tak Twoje wewnętrzne "ja" tak karze Ci zrobić. A wiesz, co tak naprawdę zrobisz? Odsuniesz się w bok, odpuścisz, zaczniesz się uczyć, skończysz studia. I wtedy dopiero to ciche silne uczucie naprawy świata odrodzi się w Tobie na nowo ze zdwojoną siłą, ale tym razem będziesz już doświadczona. Życzę Ci, abyś wtedy poszła za głosem serca tak daleko, jak tylko się da.
"Każda porażka jest szansą, żeby spróbować jeszcze raz, tylko tym razem mądrzej." Henry Ford
Chyba nie koniecznie się "odsunę się w bok" ;) Jeśli ktoś mnie potrzebuję zawsze znajdę dla niego czas. Fakt, że robię to już dla konkretnych ludzi, oczywiście mając na uwadze całą rzeszę studentów. Nie będę nikogo wzywała do tablicy, ale chyba dzisiaj coś zaowocowało, a jutro może uda się zebrać tego plony ;)
Prześlij komentarz