23 listopada 2008

Ostry przenikliwy terkot trwał dalej....

"Ostry przenikliwy terkot trwał dalej..." to słowa wypisane na okładce książki, która przed chwilą wpadła mi w ręce. Jeden z bohaterów, trudno mi określić czy główny, bo jeszcze nawet jednej stronicy nie przeczytałam do końca, pisarz, zasiadał do swojego dzieła przygotowany ze szczegółowym konspektem powieści do której się przymierzał. Wpadłam wtedy na pomysł by może napisać własną książkę i wszystko poszło by w tym kierunku, gdybym nie przypomniała sobie jak mój zapał bywa słomiany. Może nie jest tak ze wszystkim (bo jak to określił Michał B., z którym miałam możliwość spotkać się po dłużej chwili niewidzenia, w ostatni piątek, potrafię przenosić góry jeśli na czymś naprawdę mi zależy), ale często 1 000 nierealnych pomysłów na minutę przewija się w tej łepetynie zaczepionej na niestabilnym karku i tylko niektóre mają szansę ujrzenia światła dziennego, a promil z nich jest zrealizowany. Tak - nie pomyliliście się, tych nierealnych, z pozoru ;)
Trzy tygodnie... Coś przynajmniej koło tego, nie dawałam oznak życia na owych internetowych stronach. Brak zapisu zero-jedynkowego nie oznacza jednak nudnego żywota. Przez ten czas dostarczono Kalendarz Akademicki na Politechnikę, odnowiłam kontakt z dawnym przyjacielem, stwierdziłam niekompetentność i jeszcze większy bałagan w PKA niż na PW (tak - to jest możliwe), powstały ustalenia co do II Studenckiego Forum Naukowego, Noblista odwołał swój przyjazd w kwietniu, dostałam propozycje pracy dyplomowej, powiedziałam przewodniczącemu SSPW co o nim myślę, przedstawiłam propozycję budżetu KD na przyszły rok, wypiłam po raz pierwszy piwo (ale nie jedno), wstydziłam się za sposób wykonania Wyborów Miss przez pierwszorocznego po raz trzeci senatora, zbratałam z 3 prodziekanami (nie ze swojego wydziału), zrealizowałam 6 laborek w jednym tygodniu (19h), zdobyłam wielkiego sinika na plecach, zebrałam ludzi do nowej ekipy KA, zasnęłam w połowie pierwszego filmu na kinonocy u Kai, odbyłam kilka wieczornych spacerów i taksówkowych powrotów do domu, a także kilka innych rzeczy ;) No i spadł śnieg :D
Jak widać moje lenistwo nie ma końca, więc postanowiłam pomóc jeszcze przy tworzeniu nowego Samorządu. Pewnie chcielibyście wiedzieć coś więcej, nieprawdaż? Ale to chyba w następnym odcinku. Proszę tylko bez przenikliwego terkotu...

2 komentarze:

Kaja pisze...

A ja uważam, ze te 1000 pomysłów/minutę to jest najlepsze co sobie możesz wymarzyć. W końcu jedyna drogą do sukcesu jest marzyć i realizować swoje marzenia. Bo cżłowiek bez marzeń jest szczęśliwy, a jeszcze szczęśliwszy gdy chociaż część z nich uda się zrealizować :)
Także kochani: Żyjmy!Marzmy!Twórzmy!...bo inaczej życie byłoby tylko szarą egzystencją.

Unknown pisze...

"Jeden pomysł na raz – to właśnie tyle, ile możesz zdzierżyć."
Henry Ford

Miej 1000 pomysłów na minutę, a gdy zaczniesz się nudzić, wybierz sobie jeden, ten będący Twoim marzeniem, i zrealizuj go. A po spełnieniu go wybierz kolejny ... i kolejny...