7 grudnia 2008

Kubuś Puchatek ma trochę racji

Jakie macie skojarzenia odnośnie Kubusia Puchatka? Miód, łakomczuch, Prosiaczek, żółty kolor, Miś o bardzo małym rozumku... Nie mogę sobie przypomnieć skąd wynika ten ostatni element. Czyżby przez to, że zawsze wpadał w różne tarapaty i dzięki przyjaciołom wychodził z nich cało?! Jaka jest jednak tego geneza? Potrzeby? Dążenia do celu bez oglądania się na przeszkody i niebezpieczeństwo? Chyba do pozazdroszczenia...
Wczoraj zwrócono mi uwagę, że znowu zaniedbuje bloga, więc postanowiłam się zmobilizować i coś naskrobać. Problem jest taki, że nie wiem jaką sprawę mam poruszyć. Nie żebym przez ostatnie dwa tygodnie nic nie robiła i nie miała własnych przemyśleń. Chociaż... ;)
Jak pewnie zwróciliście uwagę, zbliżają się Święta. Nie da się tego nie zauważyć przechodząc przy pierwszej lepszej witrynie sklepu, która jak nie przybraną choinką, aniołkami, Mikołajem to informuje o tym różnokolorowymi lampkami. W telewizji też już o tym trąbią od ponad tygodnia (jak nie dłużej).
Wiecie, że nie lubię Świąt? Większe tłumy w sklepach, bo ludzie na siłę szukają prezentów na ostatnią chwilę, sztuczne uśmiechy, przesłodzona atmosfera (która nie udziela się tylko osobom, które stoją w kolejce do kasy o 30 minut dłużej niż zawsze oraz tym, którzy muszą stać w korkach przy większych domach handlowych), formalne uniformy (tylko na tego typu rodzinne spotkania mój tata zakłada koszule z krawatem), przyspieszone tempo życia (jakby na co dzień było wolne), wymyślne życzenia (bo przecież należy je złożyć każdemu z osobna)... Nie rozumiem dlaczego w dni powszednie nie moglibyśmy być dla siebie życzliwi, w weekendy spotykać się w rodzinnym gronie, a nie od święta czy pogrzebu? Stwierdzicie, że jestem okrutna. Może i jestem.
Święta lubiłam jako dziecko, bo dostawało się mnóstwo prezentów. Później - bo sama je kupowałam i lubiłam patrzeć na miny obdarowanych (z tego jeszcze czasami czerpie radość). Ale przecież nie na tym one powinny polegać! Rodzinna atmosfera? Niby tak, ale przecież w podobnym składzie widzimy się co jakiś czas bez takich okazji... Również jemy posiłek, bez pośpiechu i dodatkowej sztuczności... Czy ktoś mi może powiedzieć jaki cel mają Święta Bożego Narodzenia? Bo ja chyba zagubiłam ducha, który ogarnia ludzi w ten magiczny dzień... Co gorsza, sądzę, że z podobną sytuacją zmierzyć się musi ponad połowa naszego społeczeństwa (jak nie więcej). A może to wcale nie chodzi o mnie, ale o charakter jakie przybrały te Święta przez ostatnie lata. Wpływ handlu i nakręcającej się maszynki do robienia pieniędzy?!
Żeby nie było, iż patrzę tylko w ciemnych barwach to chcę zakomunikować, iż znalazłam kilka korzyści ze zbliżających się za niecałe 3 tygodnie dni. Jedną z nich jest to, że ludzie zjeżdżają do domów nawet z bardzo daleka, nieprawdaż? Mam nadzieję, że będzie mi przeznaczone spotkać amerykańskiego naukowca, który przed chwilą popędził mnie do łóżka ze względu na godzinę ;)

"Wiesz Prosiaczku... miłość jest wtedy kiedy kogoś lubimy... za bardzo..."
Kubuś Puchatek

1 komentarz:

Unknown pisze...

Ja uwielbiam Święta i tą atmosferę. Uwielbiam patrzeć na oświetlone witryny sklepowe, na lampki na Mariocie, choinki przy większych budynkach. Zawsze, gdy to widzę, to przypominają mi się dziecinne lata, kiedy to razem w rodzinnym gronie u babci bawiłem się z siostrą, i kiedy Mikołaj jak zwykle niezauważony (mimo że bacznie patrzyłem przez okno) zostawiał prezenty przed drzwiami. Pamiętam śnieg, który dostojnie wieczorami padał w świetle lamp ulicznych na już ośnieżone chodniki i ulice. Uwielbiam ten okres i nic mi go nie zepsuło do tej pory. Może za krótko mieszkam w tym mieście ... A co do Puchatka, to ma rację. Tak na prawdę nigdy nie wiemy, czy kogoś kochamy, czy nie. Wiemy natomiast, kiedy kogoś lubimy za bardzo i kiedy inni zwracają nam na to "lubienie" uwagę :) Puchatek w swej prostocie i malutkim rozumku podpowiada nam, co to jest miłość. Bo przecież, aby kogoś kochać, nie potrzeba rozumku :)