16 września 2008

Niekonsekwentnie a może wręcz przeciwnie?

Wiecie co jest fatalne w byciu rozpoznawanym i znanym w konkretnym środowisku? To, że cokolwiek się robi jest to oceniane. A jak jeszcze samemu jest się surowym w ocenie to ma się problem podwójny. Na egzamin nie poszłam. Szczerze mówiąc nie po raz pierwszy mimo, iż się do niego uczyłam. Chore? Też tak sądzę. Mam blokadę psychiczną. Pocieszające, że nie tylko ja. Rozmawiałam ostatnio z Kornatem, osobą która w dużej mierze poznała mnie na wskroś, że ma podobnie. Będąc Senatorem Politechniki Warszawskiej, reprezentując ponad 30 000 studentów, czyli przeważającą część społeczeństwa akademickiego, czuje się, iż trzeba świecić przykładem, a ślizganie się między 2 a 3, czy nawet 3,5 w ocenach po prostu nie przystoi. Mam głupie wrażenie, iż od nas wymaga się więcej. No dobra - może nie wymaga, ale oczekuje. A ja nie umiem znieść myśli, że kogoś mogę zawieść. Nawet nie wiecie jak bardzo nie mogę się doczekać zdetronizowania do roli zwykłego szarego studenta, którym nawet nie wiem czy umiem być ;) Zagubiona? Na dzień dzisiejszy tak. Pociesza mnie jedno - zbliżający się nowy rok akademicki. Takie przełomowe wydarzenia często wiążą się z twardymi postanowieniami i jakby nie było - tym razem dołącze do tego grona. Dołączę do tej szarej masy...

2 komentarze:

Kaja pisze...

Hmm..w takim razie ja założę bloga na blogu jako antagonista lub nie twoich poglądów :)
A zastanawiałaś się czasem ilu z tych studentów zastanawia się nad tym dlaczego was na tym egzaminie nie ma. Ja uważam, że lepszym świeceniem przykładem jest skończyć studia o czasie, a niekoniecznie ze średnią 5.0, a nawet 4.5 (oczywiście fajnie jest gdy tak jest...). Oni w was/nas widzą osoby ponadprzeciętne, które dają sobie na co dzień radę z większą ilością wyzwań niż szary student...
No tak...nowy rok akademicki. Ja też sobie po nim sporo obiecuję, ale moje doświadczenie podpowiada mi, że musiałoby się stać coś nadspodziewanego by spełniły się wszystkie oczekiwania. Najczęściej wymagają one włożenia sporej ilości pracy, a i tak po podejściu do konkretnej sytuacji priorytety ustalają się inaczej i wszystkie idealne plany biorą w łeb...

m. pisze...

Szczerze mówiąc nie zastanawiałam się co myślą na ten temat studenci (nie pojawiania się na egzaminie). Jednak jeśli chodzi o moją osobę na pewno nic złego. Większość z nich zdaje sobie sprawę ile mam roboty. Część twierdzi, iż się poświęcam dla Uczelni (może coś w tym jest?). Wszyscy jednak wiedzą, że nie kombinuje na boku (co jest chyba niestety nagminne w tym środowisku). Nie chcę by we mnie widzieli kogoś kim nie jestem - osobą ponadprzeciętną? Nie czuję się taką.
Co do nowego roku to chyba zmiana priorytetów jest czymś "niespodziewanym", więc może teraz się uda :) Chodzi "tylko" o nadgonienie zaległości i wyjście na prostą. Ja tego nie dokonam? Kto jak nie ja ;)