Wiem - zaniedbałam Was, ale mam nadzieję, iż mi to wybaczycie. Jak nie teraz to chociażby w najbliższej przyszłości ;) Przez ostatni tydzień nie miałam ani jakoś tak czasu ani inspiracji do pisania. Przeważyło chyba jednak przede wszystkim lenistwo ;P Codzienne opisywania dnia sprowadza się do prowadzenia dziennika, a nie wiem czy do końca o to mi chodziło. Chciałam raczej poprzez pisanie uporządkować swoje myśli, a dopóki nie ma potrzeby porządkowania - to nie miałam po co tu zaglądać.
Z tego tygodniowych spotkań mam kilka refleksji.
1. Prorektor ds. Studenckich jest jakby ulepiony z tej samej gliny co ja - uważa, iż nie ma rzeczy niemożliwych, a jego zapał jest równy mojemu na początku kadencji :)
2. Prorektor ds. Nauczania przyjdzie z pomocą każdemu, kto tylko się o to zwróci i podeprze się (jeśli się da) regulaminem lub uchwałą Senatu.
3. "Starzy" samorządowcy mają sentyment do tego co robili, często również wcielają w życie swe plany i lubią zabierać nieformalny głos w aktualnych dyskusjach SSPW.
4. Niektórzy się nie zmieniają i trzeba ich przycisnąć by nie odkładali czegoś na później (w końcu wstępny porządek w sali konferencyjnej i rozmowy odnośnie szkolenia).
5. Nowe miejsca na Senacie nie koniecznie oznaczają nowy sposób działalności Senatu (choć godzina zakończenia miała szansę być rekordowa).
6. W kuluarach można załatwić w przeciągu 15 minut więcej niż przez cały dzień latania w sprawach służbowych.
7. Mimo starań jest się osobą rozpoznawalną i ludzie mają do ciebie dystans.
8. Nie najlepszy przewodniczący potrafi się czasami zachować i uratować autorytet osoby za którą nie przepada, ale poprosiła o pomoc (spotkanie w sprawie Wydziału Inżynierii Produkcji i Wydziału Zarządzania).
9. Łatwo załatwia się sprawy dla innych (loginy do wifi dla studentów I roku WIM, zwroty za praktyki dla wszystkich studentów), gorzej jednak z tymi dla siebie (egzamin z Metalików).
10. Czasami nawet najlepsi zawodzą (nie pójście na Wernisaż :P).
11. Spotkania z przyjaciółmi relaksują :)
12. Trzeba dokładnie czytać przepisy by nie dodać 10x za dużo drożdży ;)
13. Sport to zdrowie i możliwość zapomnienia o trudach codzienności :)
14. Smsy nie zastąpią spotkania na żywo.
15. Ludzie są nieufni i sami do końca nie wiedzą czego chcą.
16. Łatwo jest zranić drugiego człowieka.
Pozostało mi tylko do wyjaśnienia czy wariacja i pójście na żywioł wychodzi człowiekowi na zdrowie oraz czy warto się szybko w coś angażować czy lepiej mieć do tego dystans.
Gdy znajdę na to odpowiedzi (przynajmniej na chwilę obecną, bo wiadomo że wszystko ma swoje zmienne i nie ma tutaj stałej doktryny) nie powstydzę się nimi z Wami podzielić :)
Z tego tygodniowych spotkań mam kilka refleksji.
1. Prorektor ds. Studenckich jest jakby ulepiony z tej samej gliny co ja - uważa, iż nie ma rzeczy niemożliwych, a jego zapał jest równy mojemu na początku kadencji :)
2. Prorektor ds. Nauczania przyjdzie z pomocą każdemu, kto tylko się o to zwróci i podeprze się (jeśli się da) regulaminem lub uchwałą Senatu.
3. "Starzy" samorządowcy mają sentyment do tego co robili, często również wcielają w życie swe plany i lubią zabierać nieformalny głos w aktualnych dyskusjach SSPW.
4. Niektórzy się nie zmieniają i trzeba ich przycisnąć by nie odkładali czegoś na później (w końcu wstępny porządek w sali konferencyjnej i rozmowy odnośnie szkolenia).
5. Nowe miejsca na Senacie nie koniecznie oznaczają nowy sposób działalności Senatu (choć godzina zakończenia miała szansę być rekordowa).
6. W kuluarach można załatwić w przeciągu 15 minut więcej niż przez cały dzień latania w sprawach służbowych.
7. Mimo starań jest się osobą rozpoznawalną i ludzie mają do ciebie dystans.
8. Nie najlepszy przewodniczący potrafi się czasami zachować i uratować autorytet osoby za którą nie przepada, ale poprosiła o pomoc (spotkanie w sprawie Wydziału Inżynierii Produkcji i Wydziału Zarządzania).
9. Łatwo załatwia się sprawy dla innych (loginy do wifi dla studentów I roku WIM, zwroty za praktyki dla wszystkich studentów), gorzej jednak z tymi dla siebie (egzamin z Metalików).
10. Czasami nawet najlepsi zawodzą (nie pójście na Wernisaż :P).
11. Spotkania z przyjaciółmi relaksują :)
12. Trzeba dokładnie czytać przepisy by nie dodać 10x za dużo drożdży ;)
13. Sport to zdrowie i możliwość zapomnienia o trudach codzienności :)
14. Smsy nie zastąpią spotkania na żywo.
15. Ludzie są nieufni i sami do końca nie wiedzą czego chcą.
16. Łatwo jest zranić drugiego człowieka.
Pozostało mi tylko do wyjaśnienia czy wariacja i pójście na żywioł wychodzi człowiekowi na zdrowie oraz czy warto się szybko w coś angażować czy lepiej mieć do tego dystans.
Gdy znajdę na to odpowiedzi (przynajmniej na chwilę obecną, bo wiadomo że wszystko ma swoje zmienne i nie ma tutaj stałej doktryny) nie powstydzę się nimi z Wami podzielić :)
11 komentarzy:
1. coś o tym wiem :)
3. Nom :)
6. Praktyka czyni mistrza ;)
7. Szybko można go jednak zmniejszyć uśmiechem i przyjacielskim traktowaniem ;)
9. Altruizm stosowany :)
12. i rozgniatać ciasteczka całą dłonią. Wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi ;)
13. to kiedy postrzelamy w Kai okno z wiadomo czego :P
14. Nom
"Kto żyje bez szaleństwa, mniej jest rozsądny, niż mniema."
François de La Rochefoucauld
Sądzisz, że na VII piętro strzała doleci?
1. Znam tą glinę od lat...dobrze sie z nią współpracuje
3. Ciekawe co my będziemy sobą reprezentować za kilka lat jako "starzy samorządowcy"?????
4. Tylko dlaczego ja to muszę robić? Nie lubię przyciskać ludzi :(
6. To jest sukces wszelich negocjacji - imprezy i coffee breaki
7. No, Moniczko, kto by nie miał do Ciebie dystansu...wzbudzasz respekt :)
10. A kto mówił że jesteś najlepsza? Skoro nie poszłaś na wernisaż to tracisz ten status :P
11. Uwielbiam je!!! :D
Ja uważam, ze nie doleci...tylko nie trafcie w okna sąsiadów.
No i ostrzegam lojalnie, ze jak wy strzelacie do mnie to ja dowas - tyle, ze za mna stoi Newton i grawitacja!!! :P
"Oczywiście, że ciężko jest wykonać zeskok na 4-metrową rampę na wózku inwalidzkim. Już wystarczająco ciężko jest na desce. Ale jeśli wytyczyłeś sobie taki cel, to zaczynasz od 40 cm i pniesz się, aż Ci się uda. Tak to działa" - Stacy Kohut
Najwyżej wypożyczymy wóz strażacki (ściągnięty pomysł), wjedziemy po drabinie i będziemy strzelać z mniejszego dystansu :)
PS. Jak widać nie ma rzeczy niemożliwych do wykonania :D
można użyć kuszę ;)
ale strzały macie do łuku...i Monika miała się z łuku uczyć strzelać...
To i to broń miotająca ;) A zasadnicza różnica w użyciu polega na możliwości wstrzymania się ze strzałem przez dowolnie długi czas po naciągnięciu cięciwy, więc jaki to problem :D
Nie ma sprawy, można strzelać z łuku. Kwestią do rozwiązania jest dobranie łuku i dużym naciągu i zastosowania przekładni siłowej pomiędzy ręką a cięciwą w postaci np. podpartej dźwigni.
Zaczynacie mnie przerażać...i obiecuję, ż za każdą strzałę niezależnie od narzędzia użytego do jej wystrzelenia będe razem z moim przyjacielem Newtonem odpłacać cegłówką (już nawet mam pomysł jak wysyłąć je celnie na odległość) :D
Prześlij komentarz