Jakiś czas temu odbyłam rozmowę z koordynatorem jednego z większych (albo nazwijmy to czasochłonnych) projektów SSPW. Powiedział mi coś, co trafiło do mnie dopiero dzisiaj - ustalić cel i się jego trzymać. Ludzie z zespołu po drodze mają tysiące pomysłów, jedne nie tyle warte uwagi ile już zastosowania, a inne do wzięcia pod uwagę, ale nie mające szansy bytu. Wszystkie te jednak idee mogą przysłonić główny cel. Może warto go sobie codziennie powtarzać, aby nie zbłądzić? Nie chodzi mi tutaj jednak o sam projekt, ale o życie. Marzenia - to jedno, ale cel życia - to drugie. Człowiek potrzebuje kierunkowskazów, w którą stronę ma podążać, po to by wiedział czy ma skręcić w lewo czy w prawo by dojechać tam, gdzie chce. W innym przypadku będzie jak żaglówka na morzu, która w zależności od wiatru i pogody będzie płynąć do kolejnego portu albo się zatopi...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Ja bym taki cel życia obierał sobie dość szeroki. Generalnie chyba każdy dąży do tego, by osiągnąć szczęście, jednak każdy je różnie definiuje.
A co do mniejszych celów, jak np. znaleźć pracę jako X lub kupić sobie auto marki Y, to najlepiej jest, jeżeli się nie przywiązuje za bardzo do takich celów. Często alternatywy, choć na początku nie pożądane, to z czasem stają się właśnie tą drogą, która daje nam szczęście. :)
Tak to widzę. :)
Nauczyłem się, że w życiu jest mnóstwo obiecujących dróg, które doprowadzą Ciebie do Twojego celu. Jedyną trudnością jest właściwe odczytanie znaków. Jeżeli nie będziesz umiała czytać, nie wybierzesz właściwej drogi. Dlatego kiedy inny będą uczyć się alfabetu, Ty składaj całe zdania, bo gdy napotkacie znak, oni będą go literować i szybko się zniechęcą, a Ty pójdziesz we właściwą stronę. Na tym właśnie polega dążenie do celu - na wybieraniu właściwych ścieżek, do których przebycia byłaś przygotowana wcześniej. Wtedy znaki same się znajdą.
Prześlij komentarz